04.09.2016

[101] #Pogawędka z Becą


Witajcie! 
Serdecznie zapraszam was na kolejną #pogawędkę. Przygotujcie sobie coś ciepłego do picia, usiądźcie wygodnie i przeczytajcie wywiad z Charlotte, autorką blogów Aurror z wymiany i Wschód słońca
Zapraszam!

Re(Beca) — Witaj, z tej strony Re(Beca)! Niezmiernie mi miło, że chciałaś wziąć udział w wywiadzie dla Ksiegi Baśni!

Charlotte — Cześć! Mi również jest bardzo miło i ogromnie dziękuję za zaproszenie!

RB — Charlotte... Jaka osoba kryje się za tym nickiem?

Charlotte — Hmm... Mieszanka wybuchowa! Jestem ogromnym śmieszkiem i złośnicą, a na dodatek realistką z głową w chmurach (uśmiech). Dosłownie; jestem jedną, wielką sprzecznością; uwielbiam towarzystwo mnóstwa osób, ale z drugiej strony kocham ciszę i samotność. Można powiedzieć, że jestem mieszaniną wszystkich możliwych cech charakteru i to w nadmiarze (uśmiech).

RB — Ciekawie, naprawdę (uśmiech). Czy Twoje usposobienie przelewa się na Twoją twórczość?

Charlotte — Raczej tak (uśmiech). Na przykład „Auror z wymiany” był całkowitym odzwierciedleniem mojego charakterku i zachowania: humor, dowcipy, śmieszne sceny, wiele sarkazmu i ironii itp. Ale, tak jak pisałam wcześniej, lubię ciszę i samotność. Niekiedy potrafię być wyjątkowo poważna, co z kolei przedstawiam we „Wschodzie słońca”. Prawdę powiedziawszy, bardziej wolę pisać i czytać trudne teksty, co jest zupełnym przeciwieństwem mnie.
Dosłownie, potrafię zaprzeczać samej sobie (śmiech).

RB — Właśnie, przejdźmy do twoich opowiadań, Charlotte. Muszę się przyznać, że oby dwa czytam, znaczy Aurrora już przeczytałam. Skąd pomysł na „Aurrora z wymiany”? Dlaczego akurat taka tematyka?

Charlotte — Dramione kocham, uwielbiam i nie mogę pogodzić się z faktem, że Rowling połączyła Hermionę z Ronem! Przeczytałam wiele, wiele tego typu opowiadań i w końcu postanowiłam, że sama stworzę coś z tego pairingu (uśmiech). Prawdę mówiąc, już nie pamiętam jak wpadł mi do głowy pomysł na „Aurora z wymiany”. To było bardzo dawno temu, jeszcze przed rozpoczęciem prac nad nim. Początkowo „Auror...” miał być swego rodzaju odskocznią od tworzonej przeze mnie wówczas trudnej historii (pierwotnej wersji „Wschodu słońca"), na którą niestety zaczynało mi brakować sił. Sądziłam, że zregeneruję się, gdy stworzę coś lżejszego. I tak się stało, tylko, że o tamtej historii całkowicie zapomniałam, a oddałam się bez reszty „Aurorowi...”.

RB — Możemy sobie podać rękę, jeśli chodzi o podejście do Dramione. Czy myślałaś kiedyś, aby pisać coś w innym gatunku?

Charlotte — Hmm, raczej nie. Jestem bezgranicznie oddana fantasy. Nawet swoje autorskie opowiadania, te pisane do szuflady, są z tego gatunku. Horrorów nie lubię, więc automatycznie nie umiałabym napisać czegoś w tym typie. Obyczajówki, dramaty i młodzieżówki też odpadają. Ostatecznie romans lub kryminał, choć nie ręczę, nigdy nie będę ani Christie, ani Austen, niestety (uśmiech).

RB —  Nie każdy lubi różne tematyki, niektóre przychodzą łatwiej, niektóre trudniej. Pisanie jest bardzo rozwijającą umiejętnością. Możemy mieć wpływ na innych, albo po prostu pomóc. Czy Twoja rodzina zdaję sobie sprawę z twoich umiejętności, talentów?

Charlotte — Masz całkowitą rację i w stu procentach się z Tobą zgadzam (uśmiech)! Pisanie jest wyjątkowo rozwijające!  Och, dziękuję Ci, ale nie powiedziałabym, że mam jakiś szczególny talent (uśmiech). Piszę tak po prostu, lubię to robić i robiłabym to i z umiejętnościami, i bez nich (śmiech)!
Moja rodzina wie o tym, co piszę, wie na jakim etapie twórczości jestem, mówię im o tym z wszystkim detalami, ale nigdy nie pozwalam czytać. Nie czuję się komfortowo mając świadomość, że moi bliscy czytają moje teksty. Raz pozwoliłam sobie na przedstawienie im jednej z moich miniaturek; cały dzień i całą noc zastanawiałam się, czy ich pozytywna reakcja była szczera, czy może tylko, aby mnie nie urazić. To był dla mnie taki odruch, te przemyślenia, mimo to od tamtej pory wolę nie pokazywać tekstów.

RB — To zrozumiałe (uśmiech). Zawsze w głowie będą pojawiać się pytania czy tak naprawdę tak myślą? Czy nie mówią tak, żeby zrobić nam przyjemność? Jaka jest ich prawdziwa ocena? Trzeba też zachowywać jakiś umiar czy ograniczenie, które pozwoli nam na prywatność. Nie zdawałam Ci chyba jeszcze podstawowego pytania: jak długo piszesz?

Charlotte — Ponad trzy lata, na moje oko króciutko, porównując do stażu innych autorek (uśmiech). Wcześniej, po pierwsze, byłam zbyt leniwa, by pomyśleć nad stworzeniem czegoś, a po drugie, pisanie nie sprawiało mi przyjemności. W głowie miałam szkolny obraz pisania; referaty, wypracowania, rozprawki, charakterystyki! Dopiero te trzy lata temu coś mi się odmieniło. Właśnie przez czytanie Dramione; pomyślałam, a spróbuję, zaczęłam pisać no i tak już zostało.

RB — I tak trwa (uśmiech). Widocznie to właśnie teraz jest Twój czas. Masz coś co Cię motywuje? Albo jakaś mentorkę, która zmotywowała Cię do pisania?

Charlotte — Mentorki ani mentora nie posiadam. A co mnie motywuję, odpowiedź jest prosta; czytelnicy. Mam świadomość, że gdzieś tam w świecie są osoby, które czytają moje opowiadania, którym się one podobają i które na pewno chciałyby poznać zakończenie, więc choćby nie wiem jak bardzo nie chciało mi się usiąść do komputera, to siadam i piszę, bo nie chcę zawieść czytelników. Ale oprócz tego sama siebie motywuję; postawiłam sobie cel; skończę „Aurora...” i skończyłam, teraz postawiałam sobie kolejny: uda mi się zakończyć „Wschód słońca” i nie spocznę póki tego nie zrobię.

RB — To dobry i widać trafny sposób, więc jeśli się nie obrazisz, pożyczę tę Twoją wytrwałość. Jakieś plany na kolejną opowieść?

Charlotte — Nie ma problemu, bierz jej, ile chcesz, wytrwałość potrzebną cechą (śmiech)!
Planów mam sporo, pierwszy zostanie wcielony w życie już na początku grudnia, a drugi najpewniej w lutym lub marcu. Muszę zdradzić, że korzystając z wolnego czasu, już zaczęłam nad nimi prace (uśmiech).

RB — Nie mogę się doczekać! Z przyjemnością zatopię się w Twojej twórczości. Mam do ciebie malutką prośbę. Czy udzieliłabyś kilka rad początkowym autorkom czy autorom?

Charlotte — Przede wszystkim nie piszcie na siłę! Jeśli nie macie pomysłu na rozdział, czujecie, że nic Wam się nie składa ładnie w całość, odpuście sobie w tym dniu. W końcu lepiej jeśli odczekacie parę dni dłużej i napiszecie tekst zwalający z nóg, niż coś, z czego nie będziecie zadowoleni.
Wyrażajcie siebie w tekstach, piszcie o tym, co naprawdę lubicie, a nie, dlatego że ten temat jest teraz modny...
Bądźcie przygotowani na krytykę, może się zdarzyć, a wówczas postarajcie się zastanowić, czy jest ona autentycznie uzasadniona, nie jest tekstem typu: tragedia, przestań pisać, bo takie komentarze nic nie wnoszą. Jeśli jest uzasadniona, zastanówcie się nad nią i jeśli również zauważycie, że to i owo wymaga poprawki, zacznijcie nad tym pracować.
Cały czas szkolcie swój warsztat.

RB — Dziękuję. Charlotte, z moich pytań to już wszystko, ale czas na niespodziankę.
Osoba, która zaproponowała Twój blog do serii wywiadów, otrzymała możliwość zadania Ci dwóch dodatkowych pytań. Oto one:
1. Skąd pomysł na taką zawziętą, nieco jędzowatą Hermionę, która grozi zamianą w np. tostery?
2. W „Aurorze” przestawiłaś Malfoya seniora w zupełnie innej odsłonie – postawiłaś na miłośnika szarlotki i śmieszka. Skąd taki pomysł? Jesteś przeciwna uprzedzeniom, że Lucjusz to zły do granic arystokrata bez serca?

Charlotte — O, to mnie zaskoczyłaś tą niespodzianką (uśmiech!) Ale oczywiście z przyjemnością na pytania odpowiem.
1. Bardzo, ale to bardzo często Hermionę prezentowano tylko, jako mola książkowego, nieco przemądrzałego, i na tym koniec. Wydawała mi się taka nijaka, aż zbyt nudna! Szara myszka, nieświadoma niczego, no może poza swoją inteligencją... Więc, czemu nie poszaleć? Skoro umie się wymądrzać, to, czemu nie może być również świadomą, silną, charyzmatyczną kobietą? A skoro jest tak ambitna i wytrwała, to jak może sobie pozwolić na współpracę z byłym wrogiem? Taka kobieta nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, o nie, liczy, że małą groźbą coś wskóra. Właśnie z mojej potrzeby przedstawienia inaczej Hermiony, powstała ta moja Granger, niekanoniczna, ale właśnie moja: jędzowata, złośliwa, pewna siebie i kobieca! (uśmiech)
2. Lucjusz, on zawsze jest tym złym, bo dokonał paru złych wyborów. Nie zgadzam się z tym! Według mnie jest on inteligentnym mężczyzną, kochającym swoją rodzinę, wszystkie decyzję, które podejmował robił dla ich dobra. Nie wierzę, że nie kochał Draco, nie wierzę też, że torturował go, zabijał przy nim mugolaki lub kazał mu to robić, itp. (Tak jest często przedstawiany Lucjusz.) Starał się być wzorem dla syna, owszem nie wyszło mu to zbyt dobrze, ale czy wszyscy rodzice są idealni?
Podsumowując, tak, jestem ogromnie przeciwna uprzedzeniom wobec Lucjusza! (uśmiech)

RB — Ciekawy pomysł na przedstawienie postaci. Bardzo Ci dziękuję za dzisiejszy niedzielny wieczór. Było mi niezmiennie miło z Tobą rozmawiać. Dziękuję!

Charlotte — Ja również bardzo dziękuję! Rozmowa z Tobą i możliwość udzielenia wywiadu była dla mnie wielką przyjemnością!

2 komentarze:

  1. Hm szkoda że nie dodałaś linków do blogów autorki. Łatwiej byłoby znaleźć i zapoznać się z twórczością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku! Uciekło mi :( W innych było.
      Blog tej autorki to: http://dramione-wymiana.blogspot.com/
      I
      http://wschod-slonca-dramione.blogspot.com/

      Usuń

Obserwatorzy

Theme by Lydia | Land of Grafic