10.08.2017

[207] #Pogawędka z Becą


(c)

Witam Was!
Dziś przychodzę do was z #pogawędką!
Tym razem moim gościem była Mari Kim - autorką opowiadania Biały Lotos!
 Podzielcie się opinią o #pogawędce w komentarzach.
Zapraszam do lektury! 



Re(Beca) — Witaj! Bardzo nam miło, że zgodziłaś się wziąć udział w #pogawędce, gotowa?

Mari Kim — Ah, to mi bardzo miło, że dostałam od Was taką propozycję! Jak najbardziej gotowa, choć trochę podenerwowana.

Re(Beca) —  Naprawdę nie ma się czym denerwować. Jeszcze nie gryzę! (śmiech). To może zacznijmy od przedstawienia się. Ja jestem Re(Beca), zwariowana nastolatka z chęcią do zmienia świata, a ty?

Mari Kim Jeszcze? (uśmiech) Miło mi! Ja jestem Mari Kim. Wiekowo coraz starsza introwertyczka, ale bardzo młoda duchem i ciałem. Odziedziczyłam dobre geny i wszyscy mówią, że będę wiecznie młoda. Chociaż kiedyś też chciałabym zmienić świat, ale jak człowiek się starzeje, to widzi jak ciężko to zrobić. Szara rzeczywistość przytłacza, a i potrzeby się zmieniają.

Re(Beca) Chyba każdego to kiedyś dopada, no ale cóż na to poradzimy? Już od dawna piszesz, prawda? Zdradzisz, jakie błędy popełniałaś na początku?  

Mari Kim Teoretycznie nic. Oj tak, od bardzo, bardzo dawna. Jak miałam 11-12 lat to zaczęłam pisać i od tamtej pory tak to pokochałam, że nie wyobrażam sobie teraz życia bez tego. To jest jedyna rzecz, którą kocham i choć wiem, że najlepsza w niej nie jestem, to i tak głównie robię to dla siebie.
Jakie błędy? Hm... Chyba wszystkie z możliwych. Ha ha, byłam dzieckiem. O pisaniu wiedziałam tyle, co nauczyłam się w szkole, a w podstawówce miałam jeszcze spore problemy z ortografią, ale! wyszłam z niej. Udało mi się wygrać bitwę. Później było coraz lepiej, chociaż kulała u mnie interpunkcja (i wciąż trochę kuleję, ale jest znacznie lepiej). To po prostu były takie podstawowe błędy. Albo przynajmniej teraz z mojego punktu widzenia takie były. Odkąd jestem w blogosferze nauczyłam się chyba drugie tyle, co w szkole, a może nawet więcej.

Re(Beca) Jest! Nie tylko ja mam problem z interpunkcją (śmiech). Taka prawda, pani oddaje wypracowanie w szkole i co? Tylko błędy interpunkcyjne.
Wiem, zaczynam od tych mniej przyjaznych pytań, ale potem będą tylko miłe.    
Czy przechodziłaś kryzys pisarski?

Mari Kim — Niestety, chociaż u mnie jeszcze były i dalej są błędy stylistyczne, ale na nie nie bardzo mam sposób. Poza ponownym czytaniem własnych wypocin.
Spokojnie, nie są to jakieś okropne pytania.
Nie raz, nie dwa i na pewno jeszcze kilka przede mną. Właściwie teraz czuje się, jakbym miała kryzys pierwszego stopnia, ale walczę z tym z całych sił!

Re(Beca)  Na kolejny rozdział pewnie czekają już twoi czytelnicy... Piszesz rozdziały na bieżąco, czy masz jakieś już napisane, które czekają tylko do publikacji?

Mari Kim Cóż, zbyt wielu ich nie mam, ale chociaż są prawdziwi i bardzo ich cenię. Na bieżąco, dlatego bardzo długo trzeba u mnie czekać na publikację. Zazwyczaj przysiadam do pisania raz-dwa razy w miesiącu i głównie jest to sobota (chyba, że mam jakieś dłuższe wolne). Wtedy spędzam cały dzień na pisaniu. Po prostu siadam i piszę. Soboty to dla mnie dni na zajęcie się opowiadaniem. Tak już mam zarezerwowane i to działa. Nie lubię mieć ograniczeń czasowych nad głową i myśleć tylko, że zaraz muszę iść spać.

Re(Beca) Masz takie sobotnie pisania... Powiedz mi coś więcej o komentarzach, jaki masz do nich stosunek, jak reagujesz na negatywne komentarze?

Mari Kim No tak można powiedzieć. Miło mi dostawać komentarzy od zupełnie nowych osób/nowych czytelników, chociaż rzadko się to zdarza i umiem wyłapać, które są prawdziwe, a które fałszywe. Zależy co masz na myśli, mówiąc negatywne. Jeśli jest to negatywna konstruktywna krytyka, filtruję wypowiedź takiej osoby i jeśli ma rację, to po prostu tego nie ukrywam. Przyznaje się do błędu, w końcu jestem tylko człowiekiem. Natomiast gdy ktoś przychodzi i krytykuje byle co, wręcz czepia się jakichś głupot, to po prostu to olewam, podchodzę do tego na luzie, ale też próbuję podyskutować z taką osobą i wyjaśnić sprawy. Bo to, co dana osoba może uważać za błąd, może tym błędem nie być. Kwestia spojrzenia i podejścia do sprawy. Uwielbiam komentarze z których mogę czegoś się nauczyć, chociaż przyznaję, że nieraz jak jest natłok tej krytyki to to męczy. Tak jakby ludzie nie cieszyli się samym czytaniem i nie robili tego dla przyjemności, a po to, aby wyłapać błędy. Nie mam oczywiście nikomu za złe, ale po prostu człowiek może być tym zmęczony czasami.

Re(Beca) Nie dziwie ci się w żadnym stopniu i rozumiem. Od jak dawna interesujesz się kulturą azjatycką i dlaczego akurat ona?

Mari Kim Często mówię, że od dziecka, bo naprawdę odkąd tylko pamiętam bardziej ciągnęło mnie do oglądania anime niż zwykłych bajek. Przyciągała mnie do siebie ta inność kulturalna, stroje, pięknie ukazane miejsca. Z wiekiem wciągałam się w kulturę Japonii i trochę Chin. W technikum nawet zaczęłam uczyć się japońskich słówek, bo bardzo podobał mi się ten język, ale w tym czasie też poznałam Koreę Południową, bo jakoś do tamtej pory ten kraj dla mnie jakby nie istniał. Nie mam pojęcia dlaczego. Przyjaciółka się wkręcała w tamtą kulturę, no i ja z czasem również. Do tego stopnia, że zaczęłam uczyć się koreańskiego. Sama, ale dałam radę! Już umiem jako tako składać proste zdania i choć nieraz robię błędy to jednak jest coraz lepiej. Dla mnie to jest powód do dumy, bo w życiu nie myślałam, że kiedykolwiek będę w stanie sama nauczyć się takiego języka, który niby jest jednym z tych trudniejszych.

Re(Beca) Brawo! Naprawdę podziwiam ludzi, którzy samodzielnie podejmują próbę nauki i powoli dochodzą do sukcesu. Czy właśnie w tamtej kulturze dostrzegasz jakąś inspiracje, która motywuje cię do pisania? Czy może zupełnie gdzieś indziej ją znajdujesz?

Mari Kim Dziękuję! (uśmiech) Oj i to wiele inspiracji! Muszę powiedzieć, że dla mnie czy to anime, filmy czy seriale azjatyckie są znacznie kreatywniejszy i dają mi najwięcej natchnienia oraz pomysłów. I ciężko mi sobie wyobrazić, aby jakieś moje opowiadanie nie miało choćby drobnej cząstki kultury azjatyckiej. Może dla niektórych nie będzie to widoczne, ale dla mnie to już jest norma. Daje coś, co pochodzi z Azji i to jest dla mnie piękne. Chociaż nie mówię, że tylko inspiruję się Azją. Jakiś czas temu byłam na występach folklorystycznych i zespoły z różnych krajów prezentowały część swojej kultury. Wszystkie występy były cudowne, ale to Meksyk zawładną moim sercem. Ich występ wzbudził we mnie tak ogromne emocje, było tak przepięknie, że mnie zainspirowali i na pewno tą inspirację wykorzystam w Lotosie.

Re(Beca) Ostatnio od kogoś słyszałam, że filmy azjatyckie są ciekawe. Chyba raz taki oglądałam i muszę to nadrobić. Meksyk... Pierwsze co mi się kojarzy to burrito, chyba jestem głodna. Próbowałaś kiedyś połączenia pisania z muzyką?

Mari Kim  Są bardzo ciekawe, tylko trzeba znaleźć z odpowiedniej kategorii dla siebie, bo nie wszystkie mogą się spodobać. Zwłaszcza jeśli ktoś nie miał tak styczności z kulturą azjatycką i niektóre zachowania mogą być dziwne, drażniące lub niezrozumiałe. Bardzo gorąco polecam koreański film „Monster”. Jest świetny! Ha ha, o dziwo na tamtym występie nie było żadnego burrito ani takich typowych czapek. XD Właściwie nie było nic, co można stereotypowo skojarzyć z Meksykiem.
Próbowałam i dalej często tak robię. Włączam sobie odpowiednią playlistę, słuchawki w uszach i próbuję wtedy pisać. Lepiej jest mi się wczuć w wydarzenie, które opisuje, oraz w emocje bohatera.

Re(Beca) Co do filmu, to na pewno oglądnę, bo w końcu mam wakacje i trzeba się odprężyć. A szkoda, że nie było. Takie dobre (uśmiech). No nic, musimy przeżyć.
Jakiej muzykę wtedy słuchasz? Spokojną czy raczej dynamiczną?

Mari Kim Zazdroszczę wakacji... Ja już ich nie mam. T.T
Zależy od tego, jaką scenę wtedy chcę/muszę napisać. Jeśli jest jakaś scena, np. akcji, napięcia, grozy, to wtedy włączam sobie głównie soundtracki dynamiczne, przepełnione grozą, wzbudzające napięcie. Jak są momenty bardziej spokojne albo w które muszę wczuć się w emocje bohatera, to słucham smutnej muzyki, wręcz dołującej. Ale tak jest mi lepiej.

Re(Beca) Czyli w zależności od sceny (uśmiech). Na moment, momencik porzucimy temat pisania i zapytam cię o twoje hobby. A więc, masz jakieś hobby poza pisaniem?

Mari Kim  Dokładnie.
Tak. Jak wspominałam wcześniej, uczę się koreańskiego. Poza tym lubię od czasu do czasu stworzyć jakiś filmik, ale robię to tak rzadko, że aż mi wstyd powiedzieć, iż to moje hobby. Ale naprawdę lubię to. Najbardziej uwielbiam być za kamerą i nagrywać wszystko. Nawet jakieś bzdury, bo przy montażu często mogłam fajnie połączyć sceny, że wyszło z tego ciekawe ujęcie. I tak jak w fotografii jestem raczej kiepska, tak przy nagrywaniu już wychodzi mi coś lepiej. A powinno to się łączyć ze sobą. Tak myślę. (śmiech)

Re(Beca) Może powinnaś kręcić azjatyckie filmy lub seriale? Na pewno bym oglądnęła.

Mari Kim — Ha ha, gdybym miała okazję to czemu nie. Chętnie bym skorzystał z okazji.

Re(Beca)  Pomyśl. Może to twój plan na przyszłość? A teraz jedno z pytań co wolisz i spokojnie – nie będzie o coca cola czy pepsi, czy coś tego typu.
Wolisz zakładki do książek, czy sama lubisz zaznaczać strony na których skończyłaś?
           
Mari Kim — Ah, takie marzenia się nie spełniają. Są zbyt odległe i nierealne dla takiego szarego ludzika jak ja.
Zakładki. Mam kilka zakładek i zawsze ich używam przy czytaniu. Jestem przyzwyczajona, a i lepiej to wygląda, szybciej wrócić do strony, gdzie skończyłam. A jak jestem w księgarni czy bibliotece i widzę ciekawą zakładkę to biorę. Oczywiście żeby nie było, że kradnę! Nie, nie, nie! One są po prostu dla wszystkich chętnych.

Re(Beca) Mi pani w bibliotece zawsze wciśnie. "Leżą, to sobie weź". Ach, panie w bibliotece. Chciałabyś być bibliotekarką?

Mari Kim To trzeba brać, jak proponują. W końcu do czegoś służą i po coś leżą na wierzchu. Ha ha. Kiedyś tak, nawet bardzo! Myślałam, że to jest praca marzeń. Ogólnie bardzo lubiłam i dalej lubię otaczać się dużą ilością książek, a wtedy biblioteka była dla mnie miejscem wspaniałym. I w zasadzie nie miałabym nic przeciwko, gdyby nadarzyła się taka okazja, aby pracować jako bibliotekarka. Chociaż miałabym wątpliwości, czy to nie byłaby zbyt nudna praca dla mnie. Lubię spokój, ale jednak jak jest go za wiele, to trochę mogę wariować.

Re(Beca)  Ja właśnie mam z tym problem. Z jednej strony tak, a z drugiej strony nie. Za dużo dobrych książek wokół. I czas na ostatnie pytanie. Jakie są trzy punkty według ciebie, które trzeba spełnić żeby założyć bloga?

Mari Kim Żeby można było tak wszystkie szybko przeczytać... byłoby naprawdę fajnie. Ha ha. Pomysł, pasja i wytrwałość. To moim zdaniem najważniejsze rzeczy, jeśli chce się mieć bloga. To znaczy jasne, każdy może założyć bloga, zobaczyć jak to jest, spróbować posmakować czegoś nowego, ale jeśli nie ma się pomysłu, to ciężko rozwinąć ten własny skrawek internetu. A przez to po jakimś czasie takie miejsca szybko umierają. Do tego potrzebna jest pasja, aby mieć przyjemność z prowadzenia bloga. Nie robić nic na siłę czy dla np. popularności, bo co jeśli tego nie będzie? Człowiek się wypali i zrezygnuje, bo jednak nie dostał tego, czego oczekiwał na początku. A gdy ktoś robi to z pasją, to dłużej wytrwa i nie będzie się przejmował tym, że ma np. jednego czytelnika czy małą ilość wyświetleń. Do tego właśnie wspomniana wytrwałość, bo pasja to nie wszystko. Nie można rezygnować z czegoś tak szybko. Nie powinno się. Coś dobrego i trwałego można zbudować tylko i wyłącznie z czasem. Ci, którzy się nie poddają i ciągle walczą, zyskują bardzo wiele i wiele mogą osiągnąć. Nawet posłużę się chińskim powiedzeniem, które również umieściłam w swoim opowiadaniu, bo bardzo mi się ono podoba: "Każdy krok zostawia ślad; pracuj wytrwale, a osiągniesz postępy". Dlatego nie można się poddawać. Nigdy! Wytrwałość popłaca.

Re(Beca) — Myślę, że ktoś na pewno skorzysta z tych kroków. Dziękuję, że zechciałaś odpowiedzieć na tych kilka pytań, to była bardzo przyjemna #pogawędka.

Mari Kim  Ja również bardzo dziękuję! Było mi niezmiernie miło. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru! (uśmiech)

5 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy takie wywiady się komentuje, ale ja lubię komentować wszystko, co przeczytałam, więc wybaczcie :D

    Zacznę od tego, że dla mnie to wspaniały pomysł z tymi pogawędkami, bo jest cudowna możliwość lepszego poznania autora bloga w innym świecie niż jego własny blog. A opowiadani Mari Kim akurat czytam :D

    Więc dałam znać, że się zapoznałam, bardzo mi się podobało i jakaś część mnie też pragnie zostać bibliotekarką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można komentować, a nawet trzeba!
      Dziękuję za opinie. O to nam chodzi, by poznać autora z drugiej strony :)
      Haha, coś w tym jest

      Usuń
  2. Fajny pomysł z takimi "wywiadami". :) Trochę rażą mnie nawiasy typu "(uśmiech)". Zwyczajnie tego nie lubię, ale to tylko takie moje widzi mi się. W każdym razie przyjemnie czyta się #pogawędkę i pewnie będę tu częściej zaglądać.

    Co do Waszego gościa, Mari, wydaje się bardzo ciekawą osobą i pełną pasji. I do tego umiejętność rozmawiania po koreańsku... Chylę czoła, bo mnie nawet angielski sprawia trudności i pewnie umie tyle po angielsku mówić co Mari Kim po koreańsku, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *umiem (na śniadanie zjadłam literkę)

      Usuń
    2. Dziękuję za opinie :)
      A nad tymi nawiasami się zastanowię :)

      Usuń

Obserwatorzy

Theme by Lydia | Land of Grafic